Recent Updates Page 2 RSS Toggle Comment Threads | Keyboard Shortcuts

  • Leszek Krupiński 22:30 on 2011-03-06 Permalink | Reply
    Tags: kino   

    W kinie bywam dosyć regularnie Może nie jest… 

    W kinie bywam dosyć regularnie. Może nie jest to raz w tygodniu, ale też nie raz na rok. Wczoraj byłem po raz kolejny, i wyjście to skłoniło mnie do pewnej refleksji – nie na temat filmu (Czarny Łabędź jest super, tak na marginesie), ale na temat współobywateli w kinie.

    Ostatnie dwa filmy, na których byłem (i po części trzecie wyjście – musical) miały dosyć specyficzną widownię – “Jak zostać królem” i “Czarny Łabędź” to nie są filmy dla masówki, w stylu “Chyba może jednak jutro na pewno” czy “Jak się pozbyć rozstępów” (pomimo że “Jak zostać królem” był w Polsce reklamowany jako film, który “rozbawi do łez”). Większość ludzi wchodzących do sali kinowej była w wieku konkretniejszym (>30), zapewne świadomych tego, na jaki film idą. Mi osobiście to się spodobało – że nie będzie gadania, popcornu i głupkowatego śmiechu. Oj jak się myliłem… Ale to tylko część problemów i ciekawych obserwacji.

    Cokolwiek by mówić o szeroko określonej “młodzieży”, oni przynajmniej wiedzą jak wyłączyć/wyciszyć telefon (czy to robią to inna kwestia). Natomiast w kinie pani siedząca obok mnie przez pierwsze 5 minut filmu walczyła z komórką, która wydawała dziwne odgłosy – nie wiem czy ktoś do niej aktualnie dzwonił, czy pani wciskała co nie trzeba, efekt był irytujący. Inna pani trzymała komórkę cały czas w ręku, co jakiś czas świecąc po oczach jak ktoś dzwonił, a przez ostatnie 20 minut sprawdzając co chwilę aktualną godzinę (pewnie ostatni autobus odjeżdżał).

    Chichoty czy głośne wybuchy śmiechu to nie jest wyłącznie domena rozbawionego towarzystwa karków i wydekoltowanych blondynek – grupa wytapirowanych pań w wieku lat około pięćdziesięciu potrafi być równie męczące. Rozkoszna grupka wchodzi w ostatnim momencie, wydziera się, rozrzuca popcorn i ogólnie zajmuje otoczenie swoją zbiorową osobą.

    Oglądanie konkretnie “Czarnego Łabędzia” ukazało rzecz międzypokoleniową. W filmie jest kilka scen erotycznych – homoerotycznych, heteroerotycznych, autoerotycznych – i przy większości z nich słychać było głupie chichoty, dobiegające zarówno od państwa po 40-tce siedzących obok, jak i grupy późnomłodzieżowej, której lokalizację poznała cała sala po głośnych rykach jeszcze przed rozpoczęciem seansu. Ciekawy fakt, że wspólnota pokolenia >40 i <25 to kiepskie przyjmowanie kwestii seksualnych.

    Drobne rzeczy jak np. to, że niby schludny pan roztacza woń parszywą, już nawet pomijam, bo to nie jest ani wyjątkowe dla miejsca, ani dla grupy wiekowej. Kultura popcornu też już nie wzbudza we mnie ekscytacji – najwyraźniej statystyczny człowiek nie jest w stanie wytrzymać bez kłapania paszczą 1,5h, takoż bez wypicia 1L napoju gazowanego (1L to średni napój według norm kinowych). A, no i tutaj jeszcze jedna rzecz – na filmach z młodszą widownią jest mniej biegania w trakcie filmu do toalety.

    Na zakończenie – rozmowa (B)lond wydekoltowanej paniusi ze swoim (K)arkiem:

    (B) I jak, podobało ci się? Bo mi bardzo!

    (K) E tam, nuda. Połowę przespałem.

    Ciekawe po co na ten film poszli – może ten film też jakoś mądrze u nas reklamowali.

     
    • wpk 00:19 on 2011-03-07 Permalink | Reply

      Czyli nie jestem jedynym dla którego telewizyjna promocja ‘Jak zostać królem’ pokazywała ten film conajmniej jak ‘To nie tak jak przedwczoraj cellulicie’?

      • Leszek Krupiński 07:55 on 2011-03-07 Permalink

        Yup. Nie wiem jakie były zamierzenia twórców tej reklamy, ale zapewne doprowadziła do masowego niezadowolenia z filmu.

    • kacper 19:46 on 2011-03-07 Permalink | Reply

      Hm, to może spróbuj chodzić do mniejszych kin, a nie multipleksów? W kinach studyjnych raczej jest większa kultura. Ewentualnie na ostatnie seanse — jest najmniej ludzi i można skupić się na oglądaniu.

  • Leszek Krupiński 20:45 on 2011-03-02 Permalink | Reply
    Tags: big bang theory, koszulka   

    Genialne pomysły z TV 

    Jednak z siedzenia przed telewizorem można coś wynieść (nie, nie skrzywienie kręgosłupa). Miałem pewien problem – wydumany, ale jednak. Otóż lubię koszulki z ciekawymi nadrukami, ale mało kto w Polsce robi takie w ilościach na tyle dużych, żeby opłacał się sitodruk. Większość jest robiona folią Flex lub inną, podobną technologią termotransferową. Ma to wielki minus – folia zatyka szczeliny w tkaninie, przez co koszulka od środka też się robi gumowa; jaki to ma wpływ na skórę nie muszę mówić.

    Ostatnio zrobiłem sobie koszulkę na zamówienie, ale miała opisany wyżej problem, więc leżała przez pewien czas w szafie. Ale pewnego wieczoru, podczas oglądania The Big Bang Theory, doznałem natchnienia. Sheldon, jeden z głównych bohaterów, prawie wyłącznie pod t-shirtami nosi koszulki z długim rękawem. I stwierdziłem – no jasne! Przecież warstwa separująca rozwiąże problem! Przetestowałem, działa, planuję zamówienia kolejnych koszulek z nadrukami.

     
    • PW 12:09 on 2011-03-16 Permalink | Reply

      Dobre ;) muszę zapamiętać ;)
      A gdzie zamawiasz koszulki z nadrukami? :)

  • Leszek Krupiński 15:02 on 2011-02-24 Permalink | Reply
    Tags: ipad, msi wind, netbook, tablet   

    Netbook – form factor już umarł? 

    Jak tylko na rynek weszły netbooki, byłem wniebowzięty – czegoś takiego własnie potrzebowałem! Do tego czasu chcąc mieć malutki komputerek trzeba było wydać naprawdę kupę forsy, dużo więcej niż za normalnych rozmiarów lapka, albo kupić jakiegoś staruszka (Toshiba Libretto, Vaio Picturebook), cierpiąc z jego parametrami. A ja chciałem mieć komputer może niezbyt potężny, ale mobilny – nieduży, długo trzymający na baterii. Netbooki wydawały się spełniać te wymagania – laptopa mogłem mieć ze sobą cały czas.

    Kupiłem MSI Winda jak tylko wszedł do Polski – pewnie jeden z pierwszych egzemplarzy w .pl. Trochę później dołożyłem do niego baterię 6-cell (która w międzyczasie stała się standardem w Windach). Czy spełniał moje wymagania? No spełniał – był nieduży, dosyć lekki, na baterii trzymał kilka godzin (pewnie ze 4, ale nigdy nie doszedłem do granic), w razie czego można było na nim nawet odpalić fotoszopa (ale to już w krytycznej sytuacji – i to bardziej ze względu na niewielką rozdzielczość niż powolność).

    Tylko że pojawiła się lepsza alternatywa. Tablety. Tablet (w moim przypadku – iPad) ma ekran podobnych rozmiarów co Wind, jest dużo lżejszy, dłużej trzyma na baterii, w mojej wersji ma łączność 3G (czyli internet zawsze, wszędzie i o każdej porze). Owszem, soft jest ograniczony. Ale do czego używałem Winda? Głównie do doraźnego korzystania z Internetu, do poczty, przelewów przez Internet (uratowało mi to raz życie). Środowiska programistycznego czy PS do celów praktycznych nigdy nie użyłem. A iPad do takiego “casual” surfowania (stronki, fejsik, rssy) jest fenomenalny.

    Pytanie w jakich zastosowaniach Wind jest lepszy od tabletu. Na pewno przy robieniu notatek na wykładach dużo wygodniejsza jest fizyczna klawiatura – ale jeśli bym używał iPada do takich celów, razem z nim bym kupił klawiaturę. Szczerze powiedziawszy nic innego nie przychodzi mi do głowy.

    Tak więc – Wind poszedł w odstawkę.

     
    • Robert Drózd 15:06 on 2011-02-24 Permalink | Reply

      Ja w weekend będę ipada testował i boję się dojścia do podobnych wniosków jak Ty. ;-)
      Ipad1 używka + klawiatura? Hmmm.

      • Leszek Krupiński 15:08 on 2011-02-24 Permalink

        Poczekaj aż iPad2 będzie szerzej dostępny – będzie masa używek “jedynek” na rynku ;)

        Hmmm nie chcesz kupić używanego iPada za miesiąc? ;>

      • Robert Drózd 15:17 on 2011-02-24 Permalink

        No to prawda. Na razie mam jednak z rzeczy do noszenia netbooka (do pisania, notatek na spotkaniach) i kindla (do czytania), choć ostatnio na spotkaniu przy omawianiu makiet wszyscy się zgodzili że zamiast 4 laptopów na stole, ipady wyglądałyby lepiej :)

      • Leszek Krupiński 15:19 on 2011-02-24 Permalink

        Ja ostatnio noszę na spotkania iPada zamiast notatnika – do robienia drobnych notatek nawet nieźle się nadaje.

      • Robert Drózd 15:37 on 2011-02-24 Permalink

        Rozważam jeszcze wstępnie różne netbooko-tablety, chociaż pierwsze modele nie zachwycają w testach.

    • Siriuz 15:13 on 2011-02-24 Permalink | Reply

      A flash tam dziala w koncu czy nie? Bo juz nie wiem.

    • Siriuz 15:16 on 2011-02-24 Permalink | Reply

      Eh, i internet nie wyglada przez to na uposledzony? Flash jest wszedzie!

      • Leszek Krupiński 15:18 on 2011-02-24 Permalink

        Hmmmm szczerze? Nie mam nagłówków stron, bannerów reklamowych i gierek, w które nie gram (bo są 100 razy fajniejsze iOS-native) :)

    • Wojtek 21:26 on 2011-02-24 Permalink | Reply

      Przeszedłem podobą drogę – pamiętam zachwyt swoim bialutkim Windem. Dla mnie to był ideał wagowy i idealnie wybalansowany cena do jakości. To był jeden z tych zakupów, gdzie nie miałem wątpliwości. Później jednak zacząłem tęsknić za mobilnością, bateria też kilka razy dała mi się we znaki.
      Dziś szczęśliwie do kanapowego internetu używam iPada, pięknie nadaje się też na imprezy rodzinne do pokazywania zdjęc lub jako universalna platforma z grami dla najmłodszych.

  • Leszek Krupiński 12:10 on 2011-02-21 Permalink | Reply
    Tags: aparaty, canon, dslr,   

    Canona roszady w segmentach lustrzanek 

    Strategia Canona w kwestii użytkowników docelowych była prosta – xxxD dla amatorów, xxD dla pół-amatorów, xD dla pro. Później doszło jeszcze xxxxD jako entry-level, dla osób które chcą spróbować lustrzanki jako zamiennika dla “małpki”. Strategia prosta, ale w pewnym momencie coś się pomieszało…

    Wyszło 50D. 50D miało zastosowane na tamten moment high-endowe technologie (np. gapless soczewki na matrycy, procesor obrazu DIGIC4 używany też w modelu 5D dla profesjonalistów), miało też obudowę z wyższej półki – wzmocniony, magnezowy korpus. Niedługo później wyszedł 550D – z jednej strony miał kilka nowinek, których brakowało w 50D, np. możliwość kręcenia filmów w HD, miało też matrycę o większej rozdzielczości, ale z drugiej strony korpus był plastikowy, matryca miała “zwykłe” mikrosoczewki.

    W międzyczasie wyszedł model 7D, przez którego masa ludzi pluła sobie w brodę, bo zbierali na drogiego 5D mk.II, który miał duże możliwości, ale nie wszyscy chcieli matrycę pełnoklatkową, i wszystko co się z nią wiąże (np. mniejsze przybliżenie teleobiektywów, niemożność stosowania tańszych obiektywów EF-S).

    Jak widać, zrobiło się zamieszanie. 50D był de facto za słaby patrząc na niższą serię, podobnie 7D niezbyt pasuje to linii xD (gdzie wcześniej aparaty miały matryce APS-H lub FF). No i teraz Canon zrobił porządki – wszystko jednym ruchem, a mianowicie pod pewnymi względami upośledzając 60D w stosunku do 50D. Nie ma już magnezowej obudowy, system sterowania to “coś pomiędzy” 50D a 550D, aparat stracił gniazdo synchronizacji flesza, tryb zdjęć seryjnych jest nieco wolniejszy… Oczywiście jest też nieco ulepszeń wynikających z postępu technologicznego – filmy HD, większa (megapikselowo) matryca, lepszy wyświetlacz itp.

    Obecnie xxxxD jest dla amatorów, xxxD dla obeznanych amatorów, xxD dla entuzjastów, 7D dla semi-pro, 5D/1D dla pro.

    Jak kupowałem swojego 50D miałem dylemat – czy pójść w nowinki techniczne niższej serii wybierając 550D, czy jednak iść w solidniejszy model 50D. Zdecydowałem się na 50D, co teraz daje mi ciekawą możliwość – korzystając z tego, że na allegro używane 50D chodzą drożej niż nowe 60D, jak tylko dozbieram różnice, postaram się sprzedać body 50D i dołożyć do 7D.

     
  • Leszek Krupiński 10:42 on 2010-12-20 Permalink | Reply  

    Pozytywne wzorce 

    Kilka dni temu skacząc po kanałach trafiłem na film “Mini’s First Time”. Fabuła przedstawia się następująco. Kobieta przyjeżdża do Holyłud żeby zrobić karierę. Puszcza się z kim się da, żeby tylko poprawić swoją pozycję. Z obleśnym producentem filmowym zachodzi w ciążę. Niedługo później producent umiera, matce z dzieckiem dostaje się kasa. Matka puszcza się dalej, córka wychowuje się w krzewiącym poprawne postawy środowisku. Córka jest tak spragniona nowych wrażeń (ciągle pierwsze razy – stąd tytuł), że postanawia robić karierę w jakże obiecującej branży prostytucji. W momencie, kiedy dziewczyna jako klienta dostała swojego ojczyma, i wcale nie zrezygnowała z realizacji zlecenia, zrezygnowałem.

    Myślę sobie: WTF?! Chyba tyle komentarza.

     
    • niedakh 10:45 on 2010-12-20 Permalink | Reply

      MOAR SEX!!! OM NOM NOM NOM NOM!

  • Leszek Krupiński 21:56 on 2010-12-13 Permalink | Reply  

    Promocja promocja 

    Tym razem nie będzie problemów ludzkości, tylko bardzo przyziemne, dosyć oczywiste sprawy. W polityce bagno takie, że nie chce się komentować.

    Nie lubię jak mnie ktoś robi w jajo. Wiem, że wszelkie “promocje” w supermarketach to przekręty – w najlepszym przypadku jest tak, że jedna rzecz jest 10 gr tańsza, a reszta 5 zł droższa. Ale widać to dopiero, jak się robi zakupy w jednym miejscu regularnie.

    Na cotygodniowych zakupach zauważyłem, że papierowe ręczniki, który to “model” zwykle kupuję, są w promocji “3+1 gratis”. Nie potrzebowałem akurat jakoś pilnie, ale jako że taka korzystna promocja, to byłem skłonny wziąć – w końcu się nie zmarnuje, a parę złotych zostanie w kieszeni.

    Ale zerknąłem na cenę.

    Te 3 rolki kosztowały ~10 zł. Szybkie obliczenia wykazały, że to coś sporo, bo do tej pory płaciłem ~5 zł za paczkę dwóch. Szybkie przejście do półki z “niepromocyjnymi” ręcznikami wyjaśniły tajemnicę – teraz zwykłe opakowanie dwóch rolek kosztuje 6,99 zł. Stwierdziłem “No wai”, tak to nie będziemy się bawić, i ręczników nie wziąłem. Pewnie im poszło w pięty.

    Tak więc, drogi konsumencie, bądź świadomy, i nie graj w ich gierki, według ich zasad. Fight the power! Excelsior!

     
  • Leszek Krupiński 23:06 on 2010-11-30 Permalink | Reply
    Tags: , mbank, pieniądze, zaufanie   

    Granice zaufania 

    źródło: niebezpiecznik.pl

    Kiedy w grę wchodzą pieniądze, zaufanie jest istotną kwestią. Pewne rzeczy można wybaczyć, innych nie. Na przykład bankowi mogę wybaczyć, że ma planowane przestoje, kiedy na przykład aktualizowane jest oprogramowanie. Mogę też wybaczyć przestój nieplanowany – cóż, awarie się zdarzają, nawet najlepszym. Poklnę trochę, że nie mogę się dostać do moich pieniędzy, ale wcześniej czy później zobaczę, że wszystko jest na swoim miejscu.

    mBank wczoraj zrobił rzecz, którą wybaczyć trudno. Przez błędy w systemie przelewy trafiały nie tam gdzie trzeba. Wprawdzie rzecznik prasowy banku mówił, że niepoprawne są tylko i wyłącznie opisy, ale z innych źródeł wiadomo, że nie było tak różowo. Ktoś dostał nie swoją pensję, ktoś inny dostał płatności za dziwne przedmioty z allegro. Rano robiłem kilka większych przelewów, zastanawiałem się, czy dojdą we właściwe miejsce – jeden wiem, że doszedł, zobaczymy co z drugim.

    Nie wiem, co przewiduje procedura kryzysowa na okoliczność przelewowej ruletki, ale mBank… zablokował dostęp do wyciągów. Możliwe, że to po to, aby odciąć potencjalny dostęp do danych osobowych zawartych w potwierdzeniach przelewu, ale to tylko spotęgowało uczucie niewiedzy co się dzieje ze środkami na kontach.

    Nawet jeśli bezpośrednio mnie to nie dotknie, to i tak fundament zaufania został poważnie naruszony – przez błąd banku moje pieniądze mogę bezpowrotnie stracić – no bo przecież jeśli wyjdą one poza bank, to nie ma gwarancji, że ktoś je zwróci.

    mBank ogłaszał wielki sukces, jakim było wprowadzenie przelewów natychmiastowych (bez czekania na sesję Elixiru) do MultiBanku (który niby jest w tej samej grupie kapitałowej, co mBank, ale posiada osobny system informatyczny) – możliwe, że przy tej okazji coś zostało niedopatrzone.

    Obraz zarąbany bezczelnie z niebezpiecznik.pl

     
    • Arvind Juneja 23:14 on 2010-11-30 Permalink | Reply

      a co powiesz na to, że przy okazji bez uprzedzenia nie można było dzisiaj ok 20:30 przeprowadzić transakcji kartą bo bank nie odpowiadał? co lepsze, nie można było też wejść na konto i się zalogować bo sama strona też nie była dostępna…

  • Leszek Krupiński 13:32 on 2010-09-25 Permalink | Reply
    Tags: finanse, gazeta prawna   

    Demagogia, czyli jak liczyć, żeby wyszło na nasze 

    Z dzisiejszego artykułu w Gazecie Prawnej pt. “Kosztowny niewypał z elektroniczną bransoletą“:

    URZĄDZENIA SYSTEMU DOZORU elektronicznego kosztowały 22 mln zł. Ale z tzw. bransoletek skorzystały tylko 223 osoby. Zamiast oszczędzać, państwo płaci 100 tys. zł na skazanego!

    Jeśli tak – to ja przebijam. Stadion narodowy kosztował już pewnie z 200 mln zł (planowany całkowity koszt to ok. 1,5 mld zł), skorzystało z niego jak na razie 0 widzów, to znaczy że stadion to koszt nieskończoność zł na widza!

    Według informacji z tego samego artykułu, miesięczny koszt operacyjny to 750 tys. zł. Dzieląc to na aktualnych 223 skazanych korzystających z systemu, wychodzi ok 3,4 tys. zł miesięcznie – w porównaniu do pięciu tysięcy na zwykłego więżnia, to jest już zysk. Zapewne przy zwiększeniu ilości więźniów z “obrączkami” koszt na osobę będzie się rozkładał jeszcze korzystniej. A że jest koszt wejścia… zawsze jest. Im dłużej to będzie działało, tym sensowniejszy będzie wynik finansowy.

    Można się przyczepić, że długo to trwało, że ten wspomniany koszt wejścia jest zbyt duży (ale czy na stworzenie dużego systemu tej klasy 22 mln zł to faktycznie tak dużo?), ale takie wyliczenia są po prostu durne.

    Kosztowny niewypał z elektroniczną bransoletą

     
  • Leszek Krupiński 12:51 on 2010-09-11 Permalink | Reply
    Tags: fakty, , , tusk, tvn, wyjazd   

    Priorytety medialne 

    Kolejna choroba w Polsce: media, które mają dziwne priorytety. Tusk pojechał w podróż po krajach Azji południowo-wschodniej, co może sporo dać w kwestii wymiany handlowej. Jakkolwiek mamy długą historię pozytywnej współpracy gospodarczej z Indiami czy Wietnamem, ostatnio się nieco w tej kwestii zapuściliśmy. I co? W “Faktach TVN” materiał o tym jakim samochodem jechała delegacja rządowa. Już w “Dzień dobry TVN” materiał był bardziej merytoryczny – rozmowa o faktycznych potencjalnych korzyściach z wyprawy, ale nagłówek był już typowy – “Egzotyczna wyprawa Tuska” (czy coś takiego), podkreślający tylko nagonkę na wyjazdy zagraniczne polskich delegacji, rozpoczętą przy okazji wyjazdu do Ameryki Południowej (która nota bene żadnych efektów, poza kurtuazyjnymi, nie miała).

    W gazetach na temat wyjazdu – nic, albo prawie nic. Wiadomości w telewizji publicznej oglądam rzadko, więc nie mam porównania, ale poziom stronniczości doboru informacji skutecznie mnie zniechęcił do oglądania ich programów informacyjnych.

     
  • Leszek Krupiński 20:38 on 2010-09-10 Permalink | Reply
    Tags: facebook, ,   

    Interpolityka 

    Znawstwo polityki w wydaniu internetowym (a szczególnie – blogowo-portalospołecznościowym) mnie rozbraja. Już dawno straciłem jakąkolwiek ochotę na wdawanie się w dyskusje. Już nawet nie chodzi o orientację w temacie, czy o różnice poglądów (które szanuję, o ile jest to faktycznie kwestia światopoglądowa, a nie doktrynalna) – a raczej o zdolność wymiany poglądów na poziomie późnej piaskownicy. Cała debata odbywa polega na przerzucaniu się mądrościami w stylu “Wy nie robicie tego czego TVN24 nie kazała zrobić”

    Przykład? Przed chwilą zajrzałem na fejsbukowy fan-page, który – jak zrozumiałem – miał grupować ludzi zachęcających PO do pozytywnego działania. I kto tam jest? 90% wypowiedzi to ewidentnie ludzie pro-PiSowscy, wyrażający swoje frustracje poprzez patrzenie z góry na innych, najwyraźniej “gorszych”. Tu dochodzą też oczywiście komentarze ukazujące orientację w sytuacji politycznej kraju na poziomie nagłówków z “Faktu”, ale to już zupełnie inna kwestia.

    Przejrzałem sporo wpisów na tym fan-page’u, i chciałem zacytować wypowiedzi obu stron, pokazujące negatywne wypowiedzi, ale serio, nie byłem w stanie znaleźć, ze względu na przeładowanie pro-platformerskiej strony wypowiedziami stronników PiS. Znalazłem o PO: “lemingi”, kapitalizowanie liter “PO” w każdym słowie (“POpaprańcy”), robienie dramatu z podwyżki VAT o 1%, dialektyczne dyskusje nt. czy PO jest liberalna a czy PiS socjalistyczne…

    Żeby nie było, że jadę po “pisowcach” – w drugą stronę to na pewno też działa. Aczkolwiek… PiS nie daje nawet żadnej szansy na skomentowanie ich działań politycznych, bo działalność partii ogranicza się do okolic Smoleńska i Krzyża, a oceny rządów Kaczyńskich są idealizowane ponad zdrowy rozsądek.

    (chciałem napisać notkę o Wojnie Krzyżowej, ale jak czytam – a to by było niezbędne do stosownego przygotowania tematu – o tym temacie to mną telepie, więc chyba sobie daruję)

     
    • sziwan 21:30 on 2010-09-10 Permalink | Reply

      Nawet za rządów PiS-u ciężko było o jakikolwiek sensowny komentarz bo większość (w większym stopniu w mediach tradycyjnych nawet) sprowadzała się do pitolenia o języku nienawiści i państwie policyjnym :)

      • Leszek Krupiński 21:33 on 2010-09-10 Permalink

        Co fakt to fakt. Ale może to dobrze, że państwo wirtualnie policyjne było największym problemem? A może źle, bo to znaczy że całej masy rzeczy opinia publiczna nie wie?

c
compose new post
j
next post/next comment
k
previous post/previous comment
r
reply
e
edit
o
show/hide comments
t
go to top
l
go to login
h
show/hide help
shift + esc
cancel