Archiwa tagu: Polityka

Priorytety medialne

Kolejna choroba w Polsce: media, które mają dziwne priorytety. Tusk pojechał w podróż po krajach Azji południowo-wschodniej, co może sporo dać w kwestii wymiany handlowej. Jakkolwiek mamy długą historię pozytywnej współpracy gospodarczej z Indiami czy Wietnamem, ostatnio się nieco w tej kwestii zapuściliśmy. I co? W „Faktach TVN” materiał o tym jakim samochodem jechała delegacja rządowa. Już w „Dzień dobry TVN” materiał był bardziej merytoryczny – rozmowa o faktycznych potencjalnych korzyściach z wyprawy, ale nagłówek był już typowy – „Egzotyczna wyprawa Tuska” (czy coś takiego), podkreślający tylko nagonkę na wyjazdy zagraniczne polskich delegacji, rozpoczętą przy okazji wyjazdu do Ameryki Południowej (która nota bene żadnych efektów, poza kurtuazyjnymi, nie miała).

W gazetach na temat wyjazdu – nic, albo prawie nic. Wiadomości w telewizji publicznej oglądam rzadko, więc nie mam porównania, ale poziom stronniczości doboru informacji skutecznie mnie zniechęcił do oglądania ich programów informacyjnych.

Interpolityka

Znawstwo polityki w wydaniu internetowym (a szczególnie – blogowo-portalospołecznościowym) mnie rozbraja. Już dawno straciłem jakąkolwiek ochotę na wdawanie się w dyskusje. Już nawet nie chodzi o orientację w temacie, czy o różnice poglądów (które szanuję, o ile jest to faktycznie kwestia światopoglądowa, a nie doktrynalna) – a raczej o zdolność wymiany poglądów na poziomie późnej piaskownicy. Cała debata odbywa polega na przerzucaniu się mądrościami w stylu „Wy nie robicie tego czego TVN24 nie kazała zrobić”

Przykład? Przed chwilą zajrzałem na fejsbukowy fan-page, który – jak zrozumiałem – miał grupować ludzi zachęcających PO do pozytywnego działania. I kto tam jest? 90% wypowiedzi to ewidentnie ludzie pro-PiSowscy, wyrażający swoje frustracje poprzez patrzenie z góry na innych, najwyraźniej „gorszych”. Tu dochodzą też oczywiście komentarze ukazujące orientację w sytuacji politycznej kraju na poziomie nagłówków z „Faktu”, ale to już zupełnie inna kwestia.

Przejrzałem sporo wpisów na tym fan-page’u, i chciałem zacytować wypowiedzi obu stron, pokazujące negatywne wypowiedzi, ale serio, nie byłem w stanie znaleźć, ze względu na przeładowanie pro-platformerskiej strony wypowiedziami stronników PiS. Znalazłem o PO: „lemingi”, kapitalizowanie liter „PO” w każdym słowie („POpaprańcy”), robienie dramatu z podwyżki VAT o 1%, dialektyczne dyskusje nt. czy PO jest liberalna a czy PiS socjalistyczne…

Żeby nie było, że jadę po „pisowcach” – w drugą stronę to na pewno też działa. Aczkolwiek… PiS nie daje nawet żadnej szansy na skomentowanie ich działań politycznych, bo działalność partii ogranicza się do okolic Smoleńska i Krzyża, a oceny rządów Kaczyńskich są idealizowane ponad zdrowy rozsądek.

(chciałem napisać notkę o Wojnie Krzyżowej, ale jak czytam – a to by było niezbędne do stosownego przygotowania tematu – o tym temacie to mną telepie, więc chyba sobie daruję)

Zadyma w Grecji – wywiad z chuliganem

Wywiad z chuliganem (jak w Tytusie). Bez komentarza.

K: Thanking for speaking to me today. Can you tell me why you’re rioting?

A: I am not satisfied with life.

K: Can you be more specific?

A: Well, I’m in school now and the school isn’t very good. I’m not learning anything, and when I get out of school, I don’t think there is any job for me.

K: Do you know what you want to do?

A: Not really.

K: Then how do you know there’s no job for you?

A: This is what I hear.

K: Do your parents know you are out here rioting?

A: Yes.

K: And what do they think about that?

A: Well, they must be OK with it because they did not stop me.

K: What do they do for work?

A: My mother is a housewife, and my father owns his own business.

K: Then he does OK.

A: Yes, he actually has two stores. One in Halandri and the other in Glyfada.

K: Those are good areas of Athens. Do you live in Halandri or Glyfada?

A: We live in Halandri, but we also have a house on Crete. The house in Glyfada is rented to other people.

K: It sounds like your father has done well.

A: Generally, yes.

K: How would you feel if someone broke, burned and stole from one of your dad’s shops?

A: Well, I would be mad because it belongs to us. It’s our property, and it’s how my dad takes money for us.

K: Do you realize you’re doing the same thing to people just like your dad?

A: But I’m not.

K: But you are. These smashed shops and burned buildings hurt people just like your father.

A: It’s not the same.

K: It is exactly the same thing.

A: Even if it was, I still have good reason.

K: And what reason is that?

A: I told you, I’m mad about the death of Alexi and I’m mad about the problems from the government.

K: Actually, this is the first you mentioned Alexi. Did you know him?

A: No, but it could have been me.

K: What if it turns out the police officer is innocent?

A: It doesn’t matter. I’m mad and frustrated about other things.

K: And you don’t think what you’re doing is wrong?

A: No, because I want justice and I want a better future.

K: But can’t you see you’re just doing more harm and making the problem worse instead of better?

A: No. What I’m doing is the right thing.

K: And where did you learn wrong from right?

A: My parents.

K: The same people who let you go out rioting?

A: Yes.

K: Interesting. Have you ever heard the quote: “In democracy, people get the government they deserve.”

A: No. What does that mean?

K: It means that you deserve the government (no matter how good or bad) because you voted for them and keep them in power. Do you feel you deserve this government?

A: No, I feel I deserve something better.

K: And what will you do to be worthy of something better?

A: I don’t need to do anything; it’s my right. I deserve the best no matter what I do.

K: Even if you destroy other people’s property? That’s a crime.

A: This is my right.

K: How do you figure that?

A: Protesting is my right.

K: I agree with that, but what you’re doing is not just protesting. It’s violence.

A: That’s the thing about Greece. It’s free, and I’m free to do what I want.

K: But you are taking freedom away from others.

A: No, I’m fighting for other people too.

K: Did you ask them what they wanted, and did they ask you to represent them?

A: Not exactly.

K: Do you consider yourself an anarchist?

A: Yes.

K: Do you know what anarchy means?

A: Yes, it means someone who questions authority.

K: Actually, that’s not what it means. It means the state of lawlessness, disorder and freedom due to an absence of government authority.

A: Yes, same thing.

K: No, they’re very different. I agree that the Greek government has done little if anything to draft real policies, and there is a general lawlessness and disorder from lack of enforcement. But the violent rioting has just made a bad situation worse. So how is this a good change?

A: It will force them to do something.

K: Really? Have you made demands?

A: No.

K: What must the government do to satisfy you enough to stop rioting? Do you have solutions?

A: Not exactly.

K: Are you aware that if the government does something, they will take away some of your freedom?

A: Not if they do the right things. If they raise salaries, that will give us more money and more money is more freedom.

K: Yes, but that money has to come from somewhere; and that means less tax dodging, coming down on people who pay bribes, and stopping illegal practices. More enforcement and more rules mean less freedom. You say you’re rioting because the government has to change; but you also say you are an anarchist, and anarchy is the absence of government. That doesn’t fit.

A: I’m free to do what I want, I told you. I’m also sick of the high costs and low salaries.

K: How do you know about salaries, do you work? I thought you were a student and are getting money from your parents.

A: I don’t work, but I hear about the salaries.

K: And how do you know about costs if your dad pays for everything?

A: I know.

K: I know very well that cost of living is high, salaries are not good, and unemployment is getting higher. But are you aware that women and immigrants have it much worse than you? And yet, you do not see them causing riots.

A: Immigrants have no right to complain. They chose to come here, and if they don’t like it they can go home. I have a right to burn down my country if I want; it’s my country.

K: People like me are immigrants who work here, and my money pays for your education. So what you’re saying is it’s OK if you use my money, but I can’t complain and you can destroy the country we both live in.

A: Yes, and if you don’t like it. You can go back to America.

K: OK then. Thank you for talking to me today. Is there anything else you’d like to say?

A: Yes, keep up the fight!

(źródło: Living in Greece: MAT Police vs. Greek Rioter)

EU-porn

Kolejny powód do ogólnego oburzenia: za fundusze Unii Europejskiej zrealizowany został film promujący kulturę państw Unii. Należy tu zaznaczyć, że film ten kulturę promuje w bardzo specyficzny sposób: przedstawia on bowiem 18 par (zarówno hetero jak i homo) uprawiających seks. Całość okraszona jest tytułem dodatkowo dodającym smaczku. „Let’s come together” znaczy „Przeżyjmy to razem”, ale też „Szczytujmy razem”. Więcej szczegółów chyba nie trzeba, żeby domyślić się jaki raban się podniósł.

Od razu do głowy przychodzą mi dwie kwestie. Po pierwsze: nie rozumiem „artystów”. Nie rozumiem „ambitnych filmów”. Nie rozumiem jakim cudem najbardziej nagradzane filmy na przeglądach to filmy o popaprańcach, ćpunach, alkoholikach. Tutaj też nie rozumiem w jaki sposób 18 kochających się par ma promować naszą kulturę. Ale widać, podobnie jak w przypadku reklam proszków do prania (które też do mnie nie docierają), nie jestem targetem tej reklamy.

Druga kwestia to odbiór tego filmu. Na dobrą sprawę nic na nim nie ma. Jeśli ktoś pamięta scenę z filmu Amelia, gdzie tytułowa bohaterka zastanawia się, ile osób w danej chwili przeżywa orgazm, to może mieć porównanie do tego, co zostało teraz stworzone (aczkolwiek wydaje mi się, że kilka scen zostało żywcem skopiowanych z Amelii – film oglądałem dawno, mogło mi się pomylić). Widać niewiele. Można stwierdzić, że są tam pary, które się przytulają i podskakują, trzęsą się itp. Mimo to, serwis Ananova określił w swoim artykule ten film mianem „soft-porn”. Już nawet nie erotyki, ale soft-porn! Panowie z Ananovy chyba za dużo Macieja Giertycha się nasłuchali, chociaż nawet on twierdzi, że jego to już nic nie zdziwi.

Jeśli ktoś (mimo wszystko) ma ochotę, film można obejrzeć tu.

Samorządy się kończą

Wybory samorządowe były już jakiś czas temu, i dalej po głowie mi się kołacze myśl, że samorządy w Polsce, zamiast się rozwijać, kończą się.

W „normalnych krajach” (no, przynajmniej pod pewnymi względami normalnych) samorządy lokalne są tą częścią władzy, z którą obcuje „zwykły człowiek”. Tymczasem u nas rady gmin i dzielnic stają się przedłużeniem partii, kolejnym organem, który obsadza się „swoimi zaufanymi” (bo przecież wiadomo, że do rad dostają się ludzie z pierwszych miejsc list). A po wyborach – nasza zwykła szara rzeczywistość, czyli polecenia z góry. Smutne? Owszem, smutne. Smutne jest to, że ludzie, na których głosujemy, mają niewiele do powiedzenia. Ale smutniejsze jest to, że polecenia z wyższego szczebla mogą być niekorzystne dla mieszkańców gminy czy dzielnicy, których te polecenia bezpośrednio dotyczą (tak, wiem to z obserwacji).

Tymczasem po ostatnich wyborach, w studiu wyborczym w telewizorze, pani Paradowska (dziennikarka Polityki) , głosi swoją opinię, że centralizacja władzy jest dobra. To ja się pytam: jakim cudem taki samorząd może faktycznie dbać o interesy osób, które go wybrały? Oczywistym jest, że osoby odpowiedzialne za większy obszar nie będą znać lokalnej problematyki. Trąci to gospodarką nakazowo-rozdzielczą, radami narodowymi i innymi pamiątkami poprzedniej epoki.

Oczywiście to nie jest wina polityków, ale raczej wyborców, którzy prawie jednogłośnie opowiedzieli się za lokalnymi przedstawicielstwami partii politycznych. Mam nadzieję, że z czasem dojrzejemy jako społeczeństwo, zmniejszymy liczbę radnych (żeby głosowało się na osobę, a nie na pierwszego na liście ulubionej partii), a przede wszystkim zainteresujemy się tym, co się dzieje w najbliższej okolicy.

Per analogiam

(…) – Żeby iść w przyszłość, trzeba przestać żyć przeszłością – mówią w Belfaście dawni śmiertelni wrogowie.
Musiały jednak upłynąć dziesięciolecia, żeby dojść do takiej konkluzji. Wcześniej Irlandia żyła zapatrzona w siebie. Jeszcze pół wieku po odzyskaniu niepodległości w latach 20. XX w. kraj dreptał w miejscu – było sielsko i anielsko, ale Dublin był zaściankiem Europy. Zieloną Wyspą rządzili nacjonaliści i populiści, którzy prowadzili politykę izolacji i etatyzmu. Premierów prawicy namaszczał Kościół katolicki. Księża i moralni fanatycy decydowali też o lekturach Irlandczyków: jeszcze w latach 50. na indeksie w Irlandii znajdowało się ponad tysiąc książek. Prezerwatywy kupowało się spod lady, a na seanse odważniejszych filmów trzeba było jeździć do Anglii.

(„Celtycki happy end”, Marek Rybarczyk, Newsweek 14/2007)

Nie przypomina to czegoś? Niewielka kosmetyka (indeks książek -> lista lektur, prezerwatywy -> antykoncepcja ogólnie, odważne filmy -> wiadomości „nieprawomyślne”) i pasuje jak ulał…

Gospodarka rynkowa w lokalnym wydaniu

Sprawa jest prosta. Pracownik pracuje, dostaje za to pensję, którą ma wpisaną w umowie. Firma zarabia, za zarobione pieniądze płaci rachunki (m. in. pensje dla wspomnianych wcześniej pracowników), a nadwyżkę (tzw. zysk) przeznacza w sposób taki, jaki chce – czy to rada nadzorcza czy inne walne zgromadzenie decydują czy przeznaczyć to na rozwój, premie czy cokolwiek innego.

Ale tak prosto jest tylko w normalnych przypadkach. U nas tak nie jest.

Piję oczywiście do naszych górników – grupy społecznej przez wiele lat uprzywilejowanej planami PRLowskimi. Mianowicie gospodarka PRLowska była podporządkowana planom narzuconym przez Wielkiego Brata – Matuszkę Rossiję. W planach tych mieliśmy zaopatrywać przemysł zbrojeniowy w stal, do czego był potrzebny węgiel. Dużo węgla. W związku z tym należało się upewnić, że górnicy kopać będą. Dostawali bonusy, pożyczki Gierka były pakowane w infrastrukturę na śląsku itp. Cały czas za to płacimy – bezpośrednio spłacają pożyczki, i pośrednio, bo się w d.*ach poprzewracało górnikom, i jak nie demolują Warszawy, to strajkują, bo im się uwidziało, że „należy” im się.

Teraz im się uwidziało, że „należy” im się procent od zysków wypracowanych przez spółki węglowe. Cała branża jest zadłużona, kopalnie dopiero zaczynają przynosić jakieś zyski, a ci strajkują, bo chcą, żeby na premie było przeznaczone 180 zamiast 100 mln zł. Ci panowie chyba powinni się nauczyć, że firma to nie jest własność pracowników. Za pracę dostaje się pensję i tyle. Jak się dostaje premie, to się cieszy, a nie strajkuje się jak się nie dostanie. Cóż, tak by mogło być, gdyby nie to, że kolejny rząd zamiast powiedzieć „dość” pakuje coraz więcej pieniędzy w odtwarzanie sytuacji z PRLu. Ciekawe, czy kiedyś doczekam się równości społecznej, a nie preferencji tych, którzy głośniej krzyczą.