Recent Updates RSS Toggle Comment Threads | Keyboard Shortcuts

  • Leszek Krupiński 13:38 on 2010-04-01 Permalink | Reply
    Tags: policja   

    Bij policjanta 

    Nie wiem, czy to, co w artykule “Polowanie na policję” przedstawił Newsweek (12/2010) to dowód na nagłe zwiększenie się ilości aktów brutalności przeciwko policjantom (z ośmiu przedstawionych przypadków z ostatniego miesiąca miesiąca na przykład dwa to ataki przez włamywaczy samochodowych – a ich za reprezentantów młodzieży bym nie brał), ale coś jest na rzeczy. I chodzi tu o rzucenie brzydkiego słowa do pana w mundurze, ale o brutalne, zbiorowe, często zaplanowane ataki, wparowywanie na komisariat z siekierą (!).

    Coraz bardziej czuję, że się starzeję, bo “za moich czasów” takiej masowej nienawiści do wszystkiego w mundurze nie było. Owszem, były napisy “HWDP” na ścianach (tak, wtedy jeszcze “H”, nie “Ch”), ale to były wybryki kojarzone raczej z blokersami, których wtedy było niewiele – a na pewno nie była to dominująca grupa. Tymczasem obecnie każdy kto słucha hip-hopu czuje się w obowiązku pluć na policję.

    Źródła tej nienawiści są nie do końca określone. To raczej dogmat. Pies jest psem bo jest psem. Oczywiście podstawowym źródłem tych zachowań jest “kontestacja aparatów władzy”, jak by to można ładnie nazwać – ogólnie chodzi o to, że policja psuje zabawę. Bo przecież wiadomo, że rzucanie śmietnikami w autobusy jest bardzo ciekawe, natomiast policjant przychodzi i zabrania. Dlatego policjanta takiego trzeba dźgnąć nożem – stało się tak w lutym na warszawskiej Woli, jak pewnie wszyscy wiedzą. Ale zabranianie zabawy śmietnikami to bardzo mocny powód do napaści – a wystarczą dużo słabsze. Na przykład w Szczecinie trójka 20-latków zasadziła się na policjanta po służbie, bo ten kilka dni wcześniej ich… wylegitymował.

    Według artykułu z Newsweeka, osoby stawiające się Policji zyskują poklask otoczenia, zwłaszcza na forach internetowych. Może i tak jest, ale trzeba pamiętać, że w Polsce grupa gangsta z gimnazjów, “white niggerów” czy innych pozerów jest wyjątkowo rozbudowana, a grupy te znane są z tego, że są mocne w gębie. I fakt, robią różne głupoty dla poklasku – bo przecież to istota pozerstwa – ale czy oni faktycznie by się zdobyli na jakieś bardziej oficjalne akty społecznego nieposłuszeństwa – nie sądzę.

    Ale problem moim zdaniem jest. Z tymi, którzy nie siedzą na forach internetowych, tylko przed blokami. Którzy irytują wszystkich dookoła, ale wszyscy boją się im zwrócić uwagę. Którzy nie mają autorytetów, nie boją się konsekwencji, nie myślą o niczym. Dr hab. Jacek Kurzępa, socjolog młodzieży, mówi:

    Młodzi nie mają jeszcze wyrobienia przestępczego, żeby móc dozować agresję, żeby skalkulować, że wcale nie trzeba kogoś zabijać, aby osiągnąć pożądany skutek. Aby dokonać rabunku, wystarczy często postraszyć nożem. Młody zaś, gdy wyciąga nóż, gotów jest go naprawdę użyć.

    Daruję sobie teraz dywagowanie “czemu tak jest?” czy komunały “a gdzie są rodzice?”, “w szkole już niczego nie uczą!”, czy bzdury jak “to wszystko przez gry komputerowe”.

    Nie ma możliwości ingerencji w sposób wychowania dziecka w domu, a raczej jego braku. A jeśli jest jak jest, to trzeba zadziałać z innej strony. Ministerstwo Sprawiedliwości, po głośnym przypadku zadźgania policjanta przeszkadzającego w rzucaniu koszem na śmieci, szybo przygotowało projekt ustawy zaostrzającej kary za ataki na funkcjonariuszy. Tylko czy to coś da? Moim zdaniem nie. Jeśli ktoś wyciąga nóż – nie ważne czy to na policjanta czy na zwykłego przechodnia – to mu nie robi różnicy, czy za zabójstwo będzie siedział 20 czy 25 lat. Bo nie myśli o konsekwencjach – taka już jest radosna mentalność dzieci, czy to pięcio-, czy dwudziestopięcioletnich (dlatego właśnie jak dziecko podpali dywan, rodzic pyta “Czy ty myślałeś co może się stać?!”, a odpowiedź jest zawsze ta sama – nie, nie myślał). Za to bardzo sensowna jest druga część propozycji – otóż Ministerstwo sugeruje, aby osoba pomagająca policjantowi, która przekroczy granice obrony koniecznej, była chroniona tak, jak funkcjonariusz publiczny. I w drugą stronę – osobie atakującej takiego “pomocnika” będą przedstawione zarzuty napaści na funkcjonariusza publicznego.

    Teraz przykład z drugiej strony. W Słupsku dzielnicowy jest oskarżony o pobicie trzech młodzieńców. W żadnym wypadku nie popieram maltretowania zatrzymanych na posterunkach – bo to nikomu na dobre nie wychodzi, poczynając od skojarzeń z MO, na dawaniu powodów gówniarstwu skończywszy. Nie ma też żadnych obiektywnych relacji jak cała sprawa wyglądała – wiadomo, że policja interweniowała w sprawie grupy wyrostków, którzy ciągle siedzieli na klatce schodowej, niszczyli budynek – generalnie to, co robią blokersi, a przeciwko czemu mało kto się sprzeciwia, bo po prostu ludzie się boją; gówniarzy zatrzymano, a po wypuszczeniu, jeden z nich poskarżył się rodzicom, że policjant bił ich pięścią po twarzy. Czemu wspominam o tej sprawie? Bo jest takie powiedzenie: “chcesz komuś przyłożyć, walnij policjanta – nie odda”. Policjant powinien z dzieciątkami obchodzić się jak z kwiatuszkami, a nie mam wątpliwości, że rodzice tych blokersów uznają swoje dzieci za najświętsze. Tutaj dzielnicowy “oddał” (zakładając, że reagował na zachowanie gówniarzy) – i ma za swoje. Czekać tylko, aż na dzielnicowego i pozostałych trzech policjantów biorących udział w sprawie “ktoś” napadnie, i będzie kolejna szopka w TV.

    Chciałbym, żeby policjanci swobodnie działali w granicach prawa – żeby mogli stosować reakcję proporcjonalną do akcji, albo nawet minimalnie powyżej (serio, nie mam nic przeciwko rzuceniu na glebę i skuciu bezczelnego gówniarza). Szkoda tylko, że każda zasada będzie naginana przez psychopatów, którzy zawsze się wcisną gdzie nie powinni…

     
    • Kamil 22:45 on 2010-07-27 Permalink | Reply

      Cytujac:
      ‘Tymczasem obecnie każdy kto słucha hip-hopu czuje się w obowiązku pluć na policję.’

      Nie każdy. To raz.
      Dwa że nie słucha się HH tylko rapu.
      Trzy zbyt ogólnie traktujesz słuchaczy.
      Taka już mentalność ludzka. A wystarczyło dopisać “pewna część osób..”

      Pozdrawiam

      • Leszek Krupiński 07:38 on 2010-07-28 Permalink

        Wiem, że nie każdy. Jeśli nie zauważyłeś, było to przejaskrawienie celowe. Fakt, mogłem dodać cudzysłów wokół ‘każdy’ – ale liczyłem, że to oczywiste. Jeśli się przeliczyłem, to przepraszam.

        A kwestia HH/rap – wybacz, przestałem śledzić na bieżąco postępy debaty publicznej nt. ‘co to jest hh a co rap’. Potraktuj to jako skrót myślowy, rozwijający się do ‘każdy, kto słucha muzyki z kręgu kultury hh’.

        Podkreślę – tak, mam świadomość, że nie każdy gówniarz siedzi na klatce schodowej, słucha o ‘szarej zajebanej rzeczywistości’ i wyrywa deski z ławek w parku albo maluje bohomazy na nowych blokach. A jeśli dodatkowo są normalni ludzie słuchający rapu, to bardzo się cieszę.

  • Leszek Krupiński 22:20 on 2010-03-16 Permalink | Reply  

    Tenba Messenger Large 

    Po raz kolejny dałem pofolgować mojemu małemu zboczeniu – chęci posiadania dużej ilości plecaków i toreb. Uzasadnienie jak zawsze to samo – poszukiwanie ideału. A tak poważniej, to wiem, że ideału nie ma, więc trzeba mieć różne akcesoria na różne okazje.

    Zainteresowanie torbą Tenba Messanger Large zasiał Futomaki, który zapytał się na FaceBooku o opinie o niej, dając link do jej opisu. Zainteresowałem się tą torbą, bo poszukuję czegoś, co umożliwi noszenia lustrzanki “na wszelki wypadek” – to znaczy wtedy, kiedy nie planuję konkretnie wyprawy fotograficznej, a chciałbym zabrać aparat ze sobą wychodząc do pracy. W takiej sytuacji oprócz aparatu musi pomieścić różne inne rzeczy – dokumenty, notatnik, czasem laptopa.

    Do tego samego celu mam już kupiony wcześniej plecak LowePro FastPack. Robi to co ma robić, aczkolwiek układ jego kieszonek ogranicza nieco zakres przenoszonych przedmiotów – oprócz kieszeni fotograficznych ma przegrodę na laptopa, i górną komorę, gdzie całą resztę muszę wrzucić razem. Tenba Messanger Large w tej kwestii zapowiada się nieco ciekawiej. Oprócz przegrody na aparat i akcesoria (wyciąganej), jest kieszeń na laptopa, dwie płaskie kieszenie, dwie kieszonki na klapie, i jeszcze trochę wolnego miejsca w komorze głównej. Jak to wszystko sprawi się w praktyce – zobaczę za jakiś czas.

    Futomaki prosił mnie o sprawdzenie, jak torba ta nadaje się do przenoszenia aparatu z gripem. No cóż, da się. Wiem, to stwierdzenie nie jest zachęcające, ale tak po prostu jest. Torba z laptopem i aparatem robi się kanciasta, klapa jest trochę opięta, opierając się na krawędzi aparatu. Z kolei bez laptopa nie ma żadnego problemu – aparat rozpycha się w komorze głównej i tyle. Oprócz aparatu w przegródce fotograficznej miałem lampę błyskową, dyfuzor do niej, teleobiektyw i obiektyw 50mm.

     
    • Wit 19:59 on 2010-06-18 Permalink | Reply

      Te dylematy dopiero przede mną, chociaż powoli się zbliżają. Koncepcja – do aparatu dostosować laptopa (tak tak, dziwna kolejność) żeby móc go wziąć razem na plecy i nie uginać się przy każdym kroku. Mimo wszystko będe się skłaniał do plecaka, który pomieści lustro + tele + lap (będę chyba celował w 13′), bo jak pomyślę, że to wszystko miałbym nieść na jednym ramieniu, to aż mi się robi boleśnie.. Jak wymyślę co z czym ożenić, będę się chwalił:)

      • Leszek Krupiński 20:09 on 2010-06-18 Permalink

        Hmmm no tak, noszenie dużej ilości sprzętu na ramieniu może być niefajne, ale tragedii nie ma. Z kolei z plecaków lustro+lapek najciekawsze co widziałem to właśnie FastPack, ale on jest sporawy nieco. Chyba lepsza by była opcja ładowania body od góry pod kątem – Case Logic robi coś podobnego, ale nie mieściło mi się w tym body z gripem…

  • Leszek Krupiński 11:24 on 2010-03-04 Permalink | Reply
    Tags: , elixir, przelew   

    Przelewy 

    Do tej pory, żeby sprawdzić kiedy dotrze (a nawet kiedy wyjdzie z mojego banku, żeby wydrukować potwierdzenie) przelew, pracowicie sprawdzałem listę sesji Elixir dla odpowiedniej pary banków. Teraz jest trochę łatwiej – wystarczy wejść na stronę http://kiedykasa.pl/, wpisać godzinę wysłania przelewu, bank źródłowy i docelowy – i już.

    Trochę mniej atrakcyjny wizualnie, ale za to operujący na numerach kont – zamiast wybierania banku można wkleić numer konta – jest serwis http://przelewam.pl/. Jest to opcja przydatna jeśli na przykład nasz system bankowy nie pokazuje do którego banku idzie dany przelew, albo po prostu już zamknęliśmy okno. Można też wykorzystać ten serwis po prostu do sprawdzenia gdzie konto o danym numerze jest prowadzone.

    Za: http://bartowski.pl/jaki-to-bank/

     
  • Leszek Krupiński 14:37 on 2010-03-02 Permalink | Reply
    Tags: poczta polska   

    Procedury Poczty Polskiej 

    Poczta Polska gra w bardzo ciekawą grę pt. “Zgadnij co zrobię z poleconym” – niestety nie znam zasad tej gry. Możliwe, że ich nie ma, a zachowanie jest losowe, ew. jest powiązane z regułą najmniejszego wysiłku.

    W ciągu ostatnich kilku miesięcy listonosze przestali się bawić w doręczanie listów poleconych do rąk własnych, jak by można po liście poleconym się spodziewać, ale po prostu wkładali je do skrzynek na listy. Owszem, można sobie zażyczyć taką usługę poprzez wypełnienie na poczcie stosownego formularza – ma to sens jeśli na przykład w godzinach wędrówek listonoszy nigdy nie jest się w domu, a adresatowi nie przeszkadza że listy te trafią do skrzynki. Tylko że ja żadnej takiej prośby nie wyrażałem!

    Swego czasu stałem w kolejce na poczcie po odbiór awizowanego listu (kolejki na poczcie to rzecz nieśmiertelna – są zawsze), i słyszałem pana, który skarżył się kierowniczce, że on składał oświadczenie, że chce żeby jego polecone trafiały do skrzynki, a listonosz uparcie zostawiał awizo.

    Jest jeszcze trzecia opcja w pocztowej grze – awizo w skrzynce, nawet jeśli cała rodzina była w domu, wiec argument “mieszkanie zamknięte” (tak ostemplowywane są na poczcie przesyłki, jeśli listonosz nie zastał nikogo pod adresem docelowym) brzmi śmiesznie (nota bene z argumentu tego korzystają bardzo często niewyrabiający się z dostawami kurierzy). Któregoś razu moja rodzicielka wracając do domu trafiła na listonosza, który zostawił przed chwilą awizo – okazało się, że on nawet nie wziął przesyłki ze sobą z poczty. W takiej sytuacji fakt, ciężko przesyłkę dostarczyć, jeśli się jej fizycznie nie ma.

    Powiedzmy że rozumiem, że listonosze się nie wyrabiają, mają ciężkie torby, muszą przez błoto i deszcz doręczać przesyłki, ale to nie mój problem – ja (czy też ktokolwiek inny, wysyłający do mnie listy) płacę za konkretną usługę, i oczekuję jej realizacji. Nie obchodzi mnie, że ktoś ma bajzel w papierach i nie wie do kogo doręczać polecone do rąk własnych, a do kogo trzeba podreptać na 10-te piętro. Nie obchodzi mnie, że listonosze nie wyrabiają się z terminami, i żeby zaoszczędzić czas nie drepczą na te 10-te piętro. Jeśli jest za mało listonoszy a PP nie stać na zatrudnienie nowych, to albo usługi pocztowe są zbyt tanie, albo nasz monopolista jest źle zarządzany (ciekawe czemu instynktownie czuję która odpowiedź jest prawidłowa?).

    Podsumowując, ta firma, ze swoim poziomem usług, musi paść.

    Przy okazji polecam lekturę artykułu “e-biznes z pocztą polską – dramat w kilku aktach!” na AntyWebie, gdzie opisane są perypetie biznesowego klienta PP.

     
    • Galford 21:13 on 2010-03-02 Permalink | Reply

      skąd ja to znam :) swojego czasu listonosz nie przynosił mi paczek mimo iż byłem w domu. Po mega awanturze na poczcie zaczął przychodzić :)

      Ciekawi mnie jedna sprawa, że na gębę dają listy polecone np. na klatkach. Nie sprawdzą dokumentu czy ktoś mieszka w danym lokalu, tak odebrałem list do mojej lubej.

      No i jeszcze najlepsza rzecz w PP. ONI NIE ODPOWIADAJĄ ZA PRZESYŁKI!!!
      To kto? Ja? :)
      Dlatego od dłuższego czasu wolę zapłacić kilka zł więcej za kuriera i mieć święty spokój i pewność, że paczka dojdzie :)

    • kac 21:55 on 2010-03-02 Permalink | Reply

      W ramach obrony PP to czasem, jest tak, ze powtórne awizo niesie bez listu i wtedy przypadek Twojej mamy moze miec miejsce. ALe zasadniczo nienawidze pp i juz sie nie moge doczekac normalnej konkurencji. ;)

      • Leszek Krupiński 22:14 on 2010-03-02 Permalink

        Nie, to było pierwsze awizo. Gdyby było powtórne, bym się nie czepiał ;) No, chyba że by to było awizo powtórne w sytuacji, gdy pierwszego nikt na oczy nie widział – a tak też się zdarza ;)

  • Leszek Krupiński 17:10 on 2010-02-09 Permalink | Reply
    Tags:   

    Twój adres email jest bezpieczny 

    Do rejestrowania się w różnego typu serwisach internetowych (rany ale ja nie znoszę tego rejestrowania się…) używam różnych adresów email – osobny dla każdego serwisu. Jedna z moich domen jest ustawiona w tryb catch-up, czyli zbiera emaile z wszystkich adresów, niezależnie co będzie napisane przed małpką. W ten sposób, bez dodawania za każdym razem nowego adresu, przy rejestracji podaję adres nazwa_serwisu@domena.

    Rejestrowałem się tak od dawna, czekając kiedy któryś z tych adresów “wypłynie”. No i się doczekałem. Wcześniej owszem, dostawałem spamy teoretycznie od innych firm niż te, którym adresy dawałem, ale zawsze w ten czy inny sposób firmy te były powiązane, tudzież sprawa odbywała się zgodnie z regulaminem serwisu. A teraz dostałem email, który jest ewidentnym leceniem w kulki. Na adres plfoto@mojadomena dostałem reklamę odtwarzacza AllPlayer. W stopce tego mailingu jest dopisek “Otrzymałeś/aś tę wiadomość, ponieważ jesteś zapisany/a do newslettera ALLPlayer.org.” – to akurat odkryciem nie jest. Pytanie tylko czemu jestem do niego zapisany/a? Oczywiście, mogłem się kiedyś przez przypadek, z rozpędu, czy nawet rozmyślnie zapisać na ten newsletter, tylko czemu przy rejestracji bym podawał adres “plfoto”?

    Nieładnie, panowie i panie plfoto, nieładnie.

    PS. to już jest drugi spam, który dostałem od firmy niezwiązanej z plfoto na adres, który podałem przy rejestracji w tym serwisie, ale już nie pamiętam czego dotyczył pierwszy, więc nie będę się na niego powoływał.

     
  • Leszek Krupiński 12:26 on 2010-02-05 Permalink | Reply
    Tags: alkohol, europa, polska   

    Preferencje alkoholowe 

    Trafiłem ostatnio na ciekawą mapkę, pokazującą preferencje alkoholowe w różnych krajach Europy:

    Legenda:

    Czerwony Wino
    Żółty Piwo
    Niebieski Wódka

    Mapa jest o tyle ciekawa, że można z niej próbować wyciągać różne wnioski (zakładając oczywiście, że jest ona poprawna). Na przykład, można uznać, że wino jest popularne tam, gdzie mogło być faktycznie uprawiane (południe kontynentu), a z kolei wódka jest lubiana tam, gdzie jest zimno. Ciekawi mnie podział Polski na strefy wódki i piwa. Możliwe, że na piwną strefę zostały wyznaczone tereny “Ziem Odzyskanych“, gdzie teoretycznie tradycyjne niemieckie zamiłowanie do piwa może mieć głębsze korzenie, ale de facto te tereny obecnie zamieszkują ludzie przesiedleni z Kresów, Bieszczad itp. Bardziej sensowne dla mnie by było wytyczenie linii granicznej wódka-piwo na granicy zaboru rosyjskiego. Niestety nie mogę teraz tego nigdzie odszukać, ale czytałem gdzieś, że w Polsce generalnie wódka jako-taka nie była bardzo popularnym trunkiem, a rozkwit jej popularności przypadł właśnie na lata zaborów i później PRLu.

    Tak czy tak – mapa jest ciekawa.

     
    • WW 11:38 on 2010-02-06 Permalink | Reply

      Autorzy mapy pewnie byli pijani jak ją preparowali ;-)

  • Leszek Krupiński 14:58 on 2010-01-21 Permalink | Reply  

    “Nowe” pociągi dla Kolei Mazowieckich 

    “Kolejarze z Bałkanów pozbyli się starych pociągów, które uznali za niezdatne do jazdy. Kupiły je… Koleje Mazowieckie. Polski przewoźnik wyda miliardy, by pociągi odnowić i zrobić z nich nowoczesne składy.”

    (via [dziennik.pl])

    Ja wiem, że na nowe pociągi pewnie ich nie stać. Ja wiem, że można zregenerować. Ja wiem, że to taniej. Ale coraz mniej się dziwię nabijaniu się z Polski na 4chanie i pochodnych, że jesteśmy “Europe’s Niggers”. Do nas trafiają wszystkie szroty Europy. Jeszcze jakiś czas temu to były samochody z Niemiec, więc można się pocieszać, że ma się “furę z Zachodu” (bo oczywiście dziadek-Niemiec w ciąży jeździł nią tylko raz w tygodniu do kościoła). Ale teraz jeszcze złom z Bałkanów, który był dla nich zbyt kiepski. Chociaż tu też nie ma co się dziwić – w końcu Bałkany już dawno przestały być “powojennym Sarajewem”, z którym wszystkim u nas się kojarzą. Sama Chorwacja ma więcej autostrad niż Polska, więc o różnicy poziomów nie ma co gadać.

     
    • Galford 15:02 on 2010-01-21 Permalink | Reply

      Ja to czekam kiedy będą szroty-samoloty kupować :) . Wtedy to naprawdę będzie wesoło :D

    • Leszek Krupiński 15:02 on 2010-01-21 Permalink | Reply

      A Herculesy to niby co jest?

    • Vroo 15:10 on 2010-01-21 Permalink | Reply

      Jak nie stać na nowe to się kupuje używane. KM zrobiły to co wcześniej SKM. Dla pasazerów lepiej żeby jeździło pociągów więcej, nawet takich, niż gdyby same nie jeździły.

      Z drugiej strony nie wiem jak to jest z tymi cenami. 15mln to dużo, bo 14WE SKM-ki kosztowały 9mln, a nowy Flirt 18mln.

    • Pietia 15:12 on 2010-01-21 Permalink | Reply

      A ja bym się tak nie przejmował – w wypadku pociągów pytanie jest proste: czy gdyby Koleje Mazowieckie miały kupić nówki -kupiły by? Pewnie by kasy nie miały. Biedni, k… jesteśmy i tyle, kupujemy na co nas stać. Po tych torach i tak szkoda puszczać jakieś lepsze pociągi… A misie z 4chana ciekawe czy będą się dalej tak śmiać, jak sami zaczną kupować na wyprzedażach – w końcu ten “koniec kryzysu” to tylko chwilowa sprawa, wszystko pieprznie jeszcze bardziej.

    • Leszek Krupiński 15:14 on 2010-01-21 Permalink | Reply

      @Vroo: Ależ oczywiście, lepiej że jest coś niż nic. Ale po pierwsze, jak to mówi stare przysłowie, “biednego nie stać na tanie rzeczy” – ciekawe kiedy szroty po renowacji padną całkowicie, a po drugie – raczej chodzi mi raczej o niesmak, że kupujemy to, co dla innych jest już nie do użytku.

    • Leszek Krupiński 15:18 on 2010-01-21 Permalink | Reply

      @Pietia: Misie z 4chana się śmieją z wszystkiego, i będą się śmiali – i good for them :) Ja sam się śmieję z polandball i “Poland cannot into space” – ale sęk w tym, że ich nabijanie się ma coraz większy sens ;)

    • Galford 15:20 on 2010-01-21 Permalink | Reply

      @Leszek: ciekawe co wymyślą na Euro2012 ;)

  • Leszek Krupiński 14:11 on 2010-01-21 Permalink | Reply
    Tags: Internal   

    Zmiana formy 

    Jeśli bym był bardziej artystą niż inżynierem, to pewnie bym napisał “blog w dotychczasowej formie wyczerpał się”. Ale jako że nie jestem, to napiszę po prostu, że wcześniejsza forma nie do końca mi odpowiadała, i postanowiłem ją zmienić/dopracować.

    Co mi tak nie odpowiadało? Generalnie chodziło o to, że czasem miałem ochotę na krótką notkę, tylko kilkuzdaniową, ale jakoś takie krótkie notki, prawie twitterowe, nie pasowały mi do tego jak wyglądał blog wcześniej. Z kolei ograniczenie blipa/twittera do 140 znaków skutecznie zniechęcało do jakichkolwiek prób tworzenia szerszych wypowiedzi tamże.

    W ten sposób powstało to co widać teraz – WordPress, ale w formie skróconej. Obszerniejsze teksty mogę spokojnie pisać w postaci “zajawka + read more”, albo i jako PDF (ale tu nie jestem przekonany).

     
  • Leszek Krupiński 21:37 on 2009-11-24 Permalink | Reply  

    Ile watów zjada komputer? 

    Kupując “klocki” na mój aktualny komputer w styczniu tego roku po raz pierwszy przyszło mi spędzić dużo czasu na wyborze zasilacza – do tej pory była zasada jak w PRLu: idzie się do sklepu, mówi “poproszę zasilacz”, czasem nawet można było wybrać markę, ale na tym sprawa się kończyła. Tym razem było inaczej. Nie wiem czy przypadkiem nie zastanawiałem się najdłużej właśnie nad tym elementem – bo po prostu najmniej na ten temat wiedziałem. Na rynku pojawiło się wiele nowym firm, modeli, a rozpiętość mocy oferowanej przez zasilacze zrobiła się kosmiczna – od 250 do ponad 1000 watów. No i teraz pytanie – co kupić? Chciałem mieć dwa dyski w RAIDzie, dosyć mocną kartę graficzną, spory wiatrak na procesorze – niby dużo, ale nie jestem overclockerem, komponenty standardowe, więc nie powinny “aż tak” dużo prądu zużywać. Tylko to burzyło wszelkie informacje które widziałem w internecie – jeśli komputer do biura to X, a do ekstremalnego gierczenia to Y. Poszedłem drogą złotego środka, i kupiłem zasilacz 550-watowy.

    miernikCzy 550W to za mało na mój komputer? Czy “udźwignie” dodatkową kartę graficzną, jeśli bym miał fantazję podłączyć trzeci monitor? Żeby się przekonać, a także żeby przeprowadzić jeden drobny test (o którym później), kupiłem watomierz – jeden z wielu dostępnych na Allegro. Może nie najtańszy, ale firmy o której coś jednak słyszałem. Efekty sprawdzania były ciekawe. “W stresie”, czyli pracując pod obciążeniem, komputer (sama jednostka centralna) zużywał 170-175W, a nudząc się – ok. 135W. Moja płyta główna, Gigabyte GA-EP45-DS3R, zawiera technologię “Dynamicznego Oszczędzania Energii DES Advanced w systemie 6-trybowym”, co ogólnie oznacza, że komponenty które aktualnie nie są obciążone dostają mniej prądu – co najprawdopodobniej powoduje dużą rozbieżność między zużyciem energii w czasie obciążenia i luzu (ale nie mam porównania, więc może wszystkie komputery tak mają). Jak widać, zasilacz ma jeszcze duży zapas mocy, więc mogę spać spokojnie.

    Eksperyment, o którym wspomniałem wcześniej, polegał na sprawdzeniu ile prądu zużywa komputer w trybie wstrzymania – takiego, z którym zetknąłem się w desktopach dosyć niedawno. Notebooki “od zawsze” wygaszały się całkowicie, podtrzymując jedynie RAM, natomiast desktopy do niedawna niby przechodziły w stan wstrzymania, ale ograniczało się to do wyłączenia monitora i zatrzymania dysków twardych. Dopiero “niedawno” (szczerze – nie mam pojęcia kiedy to się stało; mój poprzedni komputer wytrzymał 6 lat – wiem, wyczyn, ale to temat na osobną historię – a jeszcze czegoś takiego nie miał, dopiero w którymś z moich komputerów służbowych zaobserwowałem tą technologię) komputery biurkowe wchodzą w pełne wstrzymanie. Ciekawiło mnie jednak ile prądu zużywa taki wstrzymany komputer – czy nie jest zbytnim marnotrawstwem na przykład zostawienie takiego uśpionego komputera na noc czy kilka godzin jak musimy wyskoczyć “na miasto”.

    Wskazanie watomierza bardzo mnie usatysfakcjonowało – wstrzymany komputer zużywał poniżej jednego wata (konkretnie ile nie wiem, bo miernik pokazuje zero dla wartości mniejszych od jedynki). Teraz spokojnie mogę zostawiać śpiący komputer udając się na spoczynek.

     
    • Heavenly 21:41 on 2009-11-24 Permalink | Reply

      Robiłem takie pomiary dla pewnego serwera który kilka lat temu zbudowałem do celów domowych, w oparciu o Compaq Deskpro EN. Wywaliłem mu zbędne elementy, pracował bez monitora i klawiatury – w trybie ciągłej pracy częstował się maksymalnie 40W. Czyli jak na domowy serwer – wyśmienicie. Nie ma sensu do takiej maszyny pakować PIV czy innego Core Duo, bo i tak nie wykorzysta się jego mocy.

    • Leszek Krupiński 21:50 on 2009-11-24 Permalink | Reply

      Też ładnie. Muszę sprawdzić ile połyka mój domowy serwerek, oparty na Compaq EVO (coś takiego http://is.gd/52P2V ) – na razie ma ponad rok uptime’u, więc nie będę go wyłączał, ale rodzice dostali taki sam na word-internet, więc tam sprawdzę :)

    • sziwan 18:31 on 2009-11-25 Permalink | Reply

      Różnicę rzędu 35-40 W pomiędzy idle a obciążeniem masz prawdopodobnie na samym procesorze, choć możliwe że karta graficzna się minimalnie dokłada. Praktycznie każda część komputera ma teraz możliwość takiego czy innego oszczędzania energii, ale bardzo rzadko jest to poprawnie zaimplementowane w systemie czy w sterownikach (poza CPU i kartą właśnie, a i to bardziej z powodów ochrony przed przegrzaniem). Spadek zużycia o 20% to raczej kiepski wynik :)

      ATSD, standby, suspend to RAM i hibernacja w stacjonarkach obecne są od dawna i powinny działać poprawnie na każdym komputerze wyprodukowanym po 2002 r. Miałem desktopa Fujitsu-Siemens z P3 na chipsecie i815 (2000 r.?) na którym to działało :)

    • Leszek Krupiński 00:20 on 2009-12-03 Permalink | Reply

      Oczywiście że ta różnica zużycia prądu to sam procesor – w testach “stresowych” obciążałem tylko CPU :) Może kiedyś zrobię obciążenie całościowe (czyt. odpalę jakąś gierkę), ale na razie nie czuję potrzeby.

      Co do reszty – hibernacja oczywiście działała mi wcześniej, ale suspend to RAM był “udawany”, tak jak napisałem wyżej. Nie wiem z czym się to wiązało.

  • Leszek Krupiński 09:15 on 2009-08-24 Permalink | Reply  

    Flow 

    Joined at the soul
    With a pair of headphones
    We need nobody to let ourselfs go
    Always at my side
    As we rock at the stage show.
    In an ocean of music, we move with the flow
    Hand in my hand, I don’t wanna let go
    A partner in life on this mean old road
    We got the wind on our backs that blows,
    We can’t drift apart we just move with the flow…

    It started with a chat with the lips,
    But why is it so im intrigued?
    Does my heart understand, do its feelings exist,
    Fit in with all my beliefs,
    I’m not as strong as i’d like to believe,
    An impulse i can not control,
    My feelings are something I thought I could leave,
    To keep and come back as a whole

    It’s inevitable and understandable that my body feels this way,
    I feel no inhibitions yet the contradictions of my feelings lead me astray,
    Well i understand that i cannot deny my
    Human instinct that lies inside

     
c
compose new post
j
next post/next comment
k
previous post/previous comment
r
reply
e
edit
o
show/hide comments
t
go to top
l
go to login
h
show/hide help
esc
cancel