Kampanie społeczne

Z telewizora spoglądają na mnie kolejne smutne dziecięce oczy. W okresie “przedPITowym” było ich szczególne zatrzęsienie – jak nie z domu dziecka, to hospicjum. To chyba najpopularniejsza metoda wyciągnięcia pieniędzy od ludzi (w tym przypadku – 1% podatku) – sprawić, żeby poczuli się źle, że im jest lepiej niż innym ludziom, żeby mieli wyrzuty sumienia, że nie są śmiertelnie chorzy i mają dach nad głową.

Może jestem bez serca, ale odrzucają mnie takie metody. Nie lubię, jak się próbuje ze mnie wyciągnąć cokolwiek w ten sposób. Z czasem zupełnie “wyłączyłem się” na takie reklamy.

Ale to nie wszystko. Bardzo dużo tzw. “kampanii społecznych” się na tym opiera. Szare obrazy, smutne spojrzenia – nic tylko się powiesić. Nie orientuję się w realiach międzynarodowych, ale widziałem sporo zagranicznych kampanii, i tam mają raczej inne podejście. Może to “nasza” specyfika?

W komercyjnych reklamach bywają podobne zagrania, ale moim zdaniem to bardzo ryzykowna sprawa. Na przykład ostatnia kampania Link4 – nie płać pośrednikom, ileś-set tysięcy ludzi już odeszło od pośredników, pośrednicy bez pracy itp. Mi osobiście zrobiło się szkoda tych biednych panów pośredników pokazanych w reklamach, i pierwsza moja myśl, to “cholerni kapitaliści z Link4, zabierają chleb porządnym ludziom” (w ostatnim spocie pośrednio coś takiego powiedzieli nawet). Tak więc – zaryzykowali, i przynajmniej w moim przypadku, nie udało im się.